![]() |
| „Resident Evil” (2026), reż. Zach Cregger. Kadr z filmu. Źródło: IMDb. |
Na „Resident Evil” Zacha Creggera czekałem z zapartym tchem. Już od pierwszych zwiastunów czułem, że to może być dzieło skierowane właśnie dla mnie. Jestem wielkim fanem gier i jeżeli miałbym wskazać tę jedną serię, z którą mam szczególną relację, byłoby to „Resident Evil”. Chociaż nie lubię aż tak horrorowych gier, tak w tej serii poczułem się po prostu jak ryba w wodzie. Cały klimat, subtelne budowanie strachu i napięcia były dla mnie niesamowitym doświadczeniem, wyróżniającym się ponad inne, podobne tytuły. Dlatego też trzymałem mocno kciuki, żeby ta ekranizacja wypadła jak najlepiej. Miałem jednak pewne obawy, bo z ostatnim filmem Zacha Creggera trochę nie było mi po drodze. Mimo to wszystkie materiały promocyjne napawały mnie wielkim optymizmem. Jak ostatecznie wyszło? Czy „Resident Evil” jest faktycznie tak dobrą adaptacją gry? Przekonajcie się w mojej recenzji.
W filmie śledzimy losy pewnego kuriera, który ma dostarczyć
przesyłkę z jednego punktu do drugiego. I w zasadzie to już jest całe założenie
fabuły. Nie potrzebujemy wiedzieć nic więcej o tym świecie. Nie potrzeba dodatkowych kontekstów, bo film i tak wykłada karty na stół na tyle zrozumiale,
że każdy, nawet niezaznajomiony z serią, zrozumie, o co w tym wszystkim chodzi.
Już od pierwszych chwil Zach Cregger narzuca nam pewną narrację, sposób
oglądania oraz klimat całego filmu. Kamera staje za bohaterem i dosłownie za
nim chodzi, dokładnie tak, jakby to była gra wideo. Bo taka w zasadzie była też
wizja artystyczna na ten film – oddać klimat gier oraz przenieść na ekran pewne
mechaniki, które dla graczy są bardzo dobrze znane. Tutaj wyszło to naprawdę
znakomicie.
![]() |
| „Resident Evil” (2026), reż. Zach Cregger. Kadr z filmu. Źródło: IMDb. |
Cała fabuła filmu wygląda, jakby była wyrwana z gry. Mamy
kilka osobnych lokacji i jeden główny cel, który cały czas napędza naszego
bohatera. Jeśli chodzi o przeciwników, to również mamy paru mniejszych,
pobocznych oraz tego jednego, który gdzieś tam w każdej chwili jest za plecami głównego
bohatera i z którym ostateczna konfrontacja ma dopiero nadejść. To, co jednak najciekawsze
w całej historii, to fakt, że wszystkie te konfrontacje, wszyscy przeciwnicy
oraz cała droga są w pewnym sensie metaforycznym ucieleśnieniem przemiany
bohatera. Nasz protagonista bardzo boi się zmian, w szczególności tych osobistych. A więc cała jego historia jest tak naprawdę próbą
ucieczki od tego. Różne przeszkody, jakie napotyka na drodze są materializacją lęków oraz skrywanych, tłumionych w nim emocji związanych
ze zmianami. Oprócz tego, że bohater konfrontuje się z naprawdę dziwacznymi
stworami, musi przede wszystkim skonfrontować się z własnym sobą. Zrozumieć, czego
oczekuje od niego bliska osoba, a czego oczekuje tak naprawdę sam od siebie.
Przemiana to główny wątek tego filmu, który wręcz idealnie pasuje do tego, czym
w istocie jest „Resident Evil”. Bo cała seria „Resident Evil” jest o
przemianach, transformacjach, ale tych bardziej fizycznych, skupionych na
ciele. Jednak idąc szerzej, otwierając tę tematykę na bardziej symboliczną
kwestię, wygląda to jeszcze lepiej.
![]() |
| „Resident Evil” (2026), reż. Zach Cregger. Kadr z filmu. Źródło: IMDb. |
Jednak cała ta miłość do gier nie jest w żaden sposób w filmie nachalna. Zach Cregger bardzo subtelnie pokazuje pewne smaczki, nawiązania,
czy to w formie różnych przedmiotów, czy też zwykłych mechanik. Tak jak w
grach, tak i tutaj dostajemy na przykład perspektywę pierwszej osoby albo to poczucie
osamotnienia, uczucie strachu, takiego, że nie wiemy, kiedy coś na nas może
wyskoczyć w momencie, kiedy w naszym magazynku są jedynie cztery kule. „Resident
Evil” potrafi być świetnym, rozrywkowym horrorem, który straszy na wielu
płaszczyznach. Jumpscary wcale nie są nachalne, straszą jak w mało którym
filmie. Klimat budowany jest powoli, a napięcie w niektórych miejscach można
ciąć nożem. Dodając do tego jeszcze pewne przywiązanie do bohatera na tle
emocjonalnym, film potrafi doprowadzić widza na skraj krawędzi fotela.
![]() |
| „Resident Evil” (2026), reż. Zach Cregger. Kadr z filmu. Źródło: IMDb. |
„Resident Evil” potrafi także zrobić wrażenie niesamowitą
stroną wizualną. W szczególności mówię tutaj o tych scenach na dworze, gdzie
biały śnieg fenomenalnie kontrastuje z czerwienią lamp. Albo o tych scenach,
gdzie gore i efekty wizualne wyglądają naprawdę dobrze i są nie tyle szczegółowo
dopracowane, co po prostu bardzo kampowe, a wręcz przestylizowane – dokładnie takie,
jakich możemy doświadczyć w grach z serii. Wizualnie zachwycają także wszelkie
koncepty przeciwników. Dostajemy masę kreatywnego, przerażającego body horroru,
którego pomysłowość nie kończy się na rozlewie krwi i latających wokół częściach
ciała. Oprócz horroru widocznego na ekranie, film także znakomicie bawi się podkładem muzycznym, który w pewnych momentach jeszcze mocniej podbudowuje napięcie oraz grozę, wprowadzając widza w pewien trans oraz immersję.
![]() |
| „Resident Evil” (2026), reż. Zach Cregger. Kadr z filmu. Źródło: IMDb. |
„Resident Evil” jest także pewnego rodzaju odkupieniem dla Creggera
w moich oczach. Tak jak uwielbiam jego debiut, „Barbarzyńcy”, tak uważam, że jego
poprzedni film „Zniknięcia” jest co najwyżej średni. Ta oryginalna,
wyróżniająca się nieliniowa narracja nie była w zasadzie w żaden sposób
uargumentowana w filmie, a całość wydawała mi się bardziej sztuką dla sztuki niż
faktycznym spójnym pomysłem. No i sam trzeci akt tego filmu był strasznie
rozczarowujący. Tutaj natomiast trzeci akt jest może i bardziej kontrowersyjny,
ale w moim odczuciu perfekcyjnie pasujący do całego motywu filmu o ucieczce od
swojej odpowiedzialności i o pewnych życiowych zmianach. A sposób narracji w filmie
jak najbardziej ma sens, ponieważ jednym z założeń Zacha Creggera było przeniesienie
języka gier na język filmu – co wyszło tutaj wspaniale.
Oprócz wzbudzania strachu film jest, o dziwo, zaskakująco zabawny. To w istocie jest czarna komedia, choć może nie idzie aż
tak daleko w slapstick jak „Martwe Zło”, tak po prostu humor koncentruje się na
naszym bohaterze, jego one-linerach oraz tym, w jak absurdalnych momentach musi
sobie nieraz poradzić. Cregger naprawdę luźno czuje się w tej konwencji, ale ta
komedia wybrzmiewa jeszcze lepiej dzięki głównemu aktorowi, który znakomicie na
ekranie oddaje to, co nieraz chciałby powiedzieć widz podczas seansu. Austin
Abrams jest także w swojej roli perfekcyjnym reprezentantem tego, co gracze
czują, grając w gry z serii „Resident Evil”: zagubienie, oszołomienie, ale i w
ostatecznym momencie także skupienie oraz powagę, kiedy sytuacja od nas tego wymaga.
![]() |
| „Resident Evil” (2026), reż. Zach Cregger. Kadr z filmu. Źródło: IMDb. |
Odpowiadając już na pytanie zadane na początku tej recenzji,
czy „Resident Evil” jest dobrą adaptacją gry? Oczywiście, że tak. I co więcej,
jest też świetnym horrorem trzymającym w napięciu, dającym pełno rozrywki, ale
przede wszystkim potrafiącym wystraszyć i oczarować swoim klimatem. Zach Cregger
stworzył jeden z najlepszych horrorów tego roku, dla mnie osobiście nawet i
najlepszy, a także być może najlepszą adaptację gry wideo, jaka kiedykolwiek
powstała. Biegnijcie do kina, nawet jeżeli nie graliście w żadną z gier i nie
kojarzycie w ogóle tego świata, nie będziecie zawiedzeni. To film, który
spodoba się przede wszystkim tym, którzy szukają w kinie oryginalnej, pełnej
luzu horrorowej rozrywki.







0 Komentarze