Kiedy życie zaskakuje – recenzja filmu „I raz, i dwa”




„I raz, i dwa” (2000), reż. Edward Yang. Kadr z filmu. Źródło: Indiewire.

Edward Yang to światowy, legendarny tajwański reżyser, jeden z twórców Tajwańskiej Nowej Fali – nurtu, który w latach 80. na zawsze zmienił oblicze kinematografii azjatyckiej. Jego ostatni utwór zdobył nagrodę za najlepszą reżyserię w 2000 roku na Międzynarodowym Festiwalu w Cannes. Cieszy się ogromnym uznaniem widzów, jak i krytyków, a ja mam ogromny zaszczyt pisać o tym arcydziele, które od kilku dni siedzi w mojej głowy i nie potrafi zniknąć. Natomiast najpierw pozwolę sobie na małą historyjkę z nim związaną. 


„I raz, i dwa” od bardzo dawna ,,leżało” na mojej watchliscie łudząc się, że kiedyś go obejrzę. Aż tu nagle, niespodziewanie nadarzyła się okazja, lecz okoliczności były niezwykłe. Gdy przeglądałem X zahaczyło mi się zdjęcie fizycznej wersji, które leżało na półce. Grzecznie zapytałem autora, czy byłaby możliwość wypożyczenia dzieła. Jest on również pasjonatem filmów. Zgodził się i odebrałem ten tytuł, a w zamian dałem kolekcje filmów Yasujirō Ozu. To była piękna kinofilska wymiana, której nigdy nie zapomnę. Obchodziłem się z tą kopią z należytym szacunkiem, ponieważ pochodziła z Criterion Collection. Przywodziło mi to na myśl Świętego Graala, tylko, że w filmoznawczej wersji. Ostatecznie wypożyczyłem dwa tytuły. Na recenzje drugiego przyjdzie jeszcze pora. 




„I raz, i dwa” (2000), reż. Edward Yang. Kadr z filmu. Źródło: Criterion.

Utwór tajwańskiego reżysera to kompletne dzieło opowiadające o kontemplacji życia w oczach trzech członków tajwańskiej rodziny – ojca, N.J. (Nien-Jen Wu), nastoletniej córki Ting Ting (Kelly Lee) i 8 letniego syna Yanga-Yanga, (Jonathan Chang). Film nie ma klasycznej struktury fabularnej, dlatego, że cała otoczka fabularna zostaje przejęta przez kamerę. Obiektyw staje się obserwatorem, który spogląda na tę rodzinę z daleka. Występuje w niepozornych miejscach, przyjmując rolę bezimiennego członka rodziny, a może nawet trzeciego dziecka, znacznie młodszego od Yanga-Yanga. Rozpoczyna się od ślubu szwagra N.J, gdzie spotyka swoją pierwszą miłość Sherry. I już to spotkanie, wymiana spojrzeń między tą dwójką, jest jednym z wielu motywów, nad którym Edward Yang będzie się skupiał. O powracającym licealnym miłosnym uczuciu, które nigdy nie wyjdzie z człowieka i zostanie z nim do końca życia. Tego samego dnia żona N.J, Min-Min przeżywa załamanie, gdyż jej mama trafia do szpitala na skutek wylewu. Lekarz informuje, żeby przygotowała się na najgorsze. 


„I raz, i dwa” (2000), reż. Edward Yang. Kadr z filmu. Źródło: Cleverghost.

Szpital przenosi babcię do mieszkania N.J i Min – Min. 
Min – Min, nie mogąca sobie poradzić psychicznie, wyrusza do świątyni znajdującej się w górach. W trakcie wyjazdu matki, Edward Yang tworzy fenomenalny poemat o samotności, pierwszej miłości i wczesnych popędach seksualnych. Przeplata trzy perspektywy, kreując spójny wielopokoleniowy obraz życiowych wędrówek, które później kształtują człowieka. Podczas gdy N.J mierzy się z finansowymi problemami w swojej firmie, jego córka przeżywa młodzieńcze rozczarowujące zauroczenie, syn odkrywa pierwsze instynkty seksualne oraz znacznie szerzej postrzega człowieka, czego znakomitym przykładem jest wykonywanie zdjęć aparatem fotograficznym, który fotografuje człowieka plecami do obiektywu. 



 „I raz, i dwa” (2000), reż. Edward Yang. Kadr z filmu. Źródło: Janusfilms. 

Bohaterowie w interpretacji Yanga są bardzo ludzcy, nie potrzebują dużej ilości ekspozycji, by widz mógł uznać ich za wielowymiarowe jednostki, gdyż naturalne, przeniesione z życia dialogi, sposób zachowania i gra oczami, sprawiają, że są pełnymi wiarygodnymi osobistościami. Przekonującym dowodem są wypowiedzi najmłodszego bohatera opowieści – 8 letniego Yanga-Yanga, które są błyskotliwe i oryginalne. Oto jedna z nich: Tato, ja nie widzę tego, co ty, a ty nie widzisz tego, co ja. Skąd mam wiedzieć, co ty widzisz? Wypowiedź Yanga świadczy o tym, że syn N.J już na tak wczesnym etapie życia jest dojrzałym dzieckiem posiadającym głębokie rozważania. 

 

Praca kamery w wykonaniu Wei – hana Yanga została rozegrana po mistrzowsku. Ten powolny, melancholijny styl oczarowuje, bo tak jak pisałem wcześniej, kamera jest małym członkiem rodziny, który patrzy na ojca, córkę, brata i matkę z niezwykłą empatią i czułością.



„I raz, i dwa” (2000), reż. Edward Yang. Kadr z filmu. Źródło: Cleverghost.

W „I raz, i dwa” bez żadnych wątpliwości znajdziemy fenomenalne momenty aparatury operatorskiej, jednak najbardziej zapadła mi w pamięć sekwencja, gdzie N.J jest w Japonii i idzie po ogromnych schodach wraz ze swoją pierwszą dawną miłością, a kamera jest daleko oddalona od naszych bohaterów, co również nam daje wirtuozerską kadrową poezję z ciepłymi, wiosennymi barwami. To tylko jedna z wielu potężniejszych sekwencji, która ociera się o finezyjną malarskość. 



 „I raz, i dwa” (2000), reż. Edward Yang. Kadr z filmu. Źródło: Cleverghost.

Ostatni obraz w dorobku Edwarda Yanga jest medytacyjnym rozmyślaniem o życiu, nieustannym poszukiwaniem szczęścia oraz szukaniem wyjątkowości w codzienności, która cały czas nam umyka, a przecież największy skarb właśnie się w niej kryje. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prześlij komentarz

0 Komentarze