Co gdyby ludzie odrzucili starość zastępując
ją datą ważności? Nie starzejąc się tylko zwyczajnie w pewnym momencie ,,zostając
wyłączonymi z użycia”. A społeczeństwo wyglądało by na wiecznie młode oraz silne
do końca swojego terminu ważności? Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce na
miłość, która zostaje przerwana przez jeden wybór? Taką wizję przyszłości polskiego społeczeństwa przedstawia ,,Czas, który nie nadszedł” będący
pełnometrażowym debiutem reżyserskim Julii Rogowskiej.
Reżyserka przedstawia futurystyczną przyszłość naszego kraju, w którym ludzie poddali się specjalnej kuracji zatrzymującej starzenie. Ich czas jest jednak ograniczony i kończy się nagłą niespodziewaną śmiercią. Z kolei ludzi, którzy postanowili nie przyjąć kuracji i zestarzeć się w naturalny sposób zamyka się w specjalnych ośrodkach odizolowanych od ,,młodej” części społeczeństwa. W tym wszystkim na pierwszy plan wychodzi historia miłosna Sary i Oskara, którzy postanowili wspólnie się zestarzeć. Jednak bohater pod wpływem presji społecznej, postanawia poddać się kuracji, co tym samym rozdziela dwójkę ukochanych. Po pewnym czasie spędzonym w ośrodku bohaterka postanawia uciec w wyniku czego trafia na ukochanego sprzed lat, który pod względem wyglądu jest od niej dużo młodszy. Tak prezentuje się początek tej opowieści, w której to przekonamy się czy w świecie, który odrzucił przemijanie jest jeszcze miejsce na spokojną, przemijającą miłość?
Do co strony wizualnej jestem naprawdę pod wrażeniem jak
małymi nakładami udało się wykreować wizerunek Polski przyszłości. Jak na
przykład ujęcia na małe osiedle, na którym domki wyglądają jednakowo a w oddali
widać wielkie wieżowce. Albo właśnie same wieżowce, które poprzez sposób
kręcenia, przypominały mi chociażby serial ,,Andor” ze świata Gwiezdnych Wojen.
Co wizualnie zrobiło na mnie nie małe wrażenie. A moją uwagę poza pięknymi zdjęciami
czy pracą kamery przykuła muzyka dająca nutkę futurystyczności.
Aktorsko Agata Kulesza błyszczy wręcz młodzieńczą energią oraz charyzmą, świetnie przy tym pokazując, że starość może oznaczać drugą młodość. Do tego ma ona znakomitą chemię ekranową z Dobromirem Dymeckim. A oglądanie ich na ekranie w paru momentach wywołało we mnie wzruszenie.
Reżyserka Julia Rogowska wraz ze scenarzystką Małgorzatą
Piłacińską wykreowały świat, w którym można by opowiedzieć tyle różnych
historii zupełnie różnego kalibru. Czy skupić się na tylu różnych aspektach
świata przedstawionego, że z chęcią zobaczyłbym jeszcze więcej historii w
ramach tego świata. Jest to naprawdę bardzo udany debiut reżyserski, pokazujący,
że można w Polsce zrobić kino Science-Fiction jeśli tylko da się je robić ludziom
z wizją, którzy nie będą próbować naśladować ameryki, tylko pójdą swoją własną
ścieżką.
.jpg)



0 Komentarze