Przemijanie a data ważności – recenzja filmu ,,Czas, który nie nadszedł”

 

    ,,Czas, który nie nadszedł”(2026), kadr z filmu. Reż. Julia Rogowska. Źródło: Filmweb 

Co gdyby ludzie odrzucili starość zastępując ją datą ważności? Nie starzejąc się tylko zwyczajnie w pewnym momencie ,,zostając wyłączonymi z użycia”. A społeczeństwo wyglądało by na wiecznie młode oraz silne do końca swojego terminu ważności? Czy w takim świecie jest jeszcze miejsce na miłość, która zostaje przerwana przez jeden wybór? Taką wizję przyszłości polskiego społeczeństwa przedstawia ,,Czas, który nie nadszedł” będący pełnometrażowym debiutem reżyserskim Julii Rogowskiej. 

Reżyserka przedstawia futurystyczną przyszłość naszego kraju, w którym ludzie poddali się specjalnej kuracji zatrzymującej starzenie. Ich czas jest jednak ograniczony i kończy się nagłą niespodziewaną śmiercią. Z kolei ludzi, którzy postanowili nie przyjąć kuracji i zestarzeć się w naturalny sposób zamyka się w specjalnych ośrodkach odizolowanych od ,,młodej” części społeczeństwa. W tym wszystkim na pierwszy plan wychodzi historia miłosna Sary i Oskara, którzy postanowili wspólnie się zestarzeć. Jednak bohater pod wpływem presji społecznej, postanawia poddać się kuracji, co tym samym rozdziela dwójkę ukochanych. Po pewnym czasie spędzonym w ośrodku bohaterka postanawia uciec w wyniku czego trafia na ukochanego sprzed lat, który pod względem wyglądu jest od niej dużo młodszy. Tak prezentuje się początek tej opowieści, w której to przekonamy się czy w świecie, który odrzucił przemijanie jest jeszcze miejsce na spokojną, przemijającą miłość?

,,Czas, który nie nadszedł”(2026), kadr z filmu. Reż. Julia Rogowska. Źródło: Rozrywka Wprost 

Otóż krótko mówiąc tak. Choć będzie to raczej wizja przemijającej miłości okupionej wyrzeczeniami oraz życiem w cieniu – bo osoby starsze przebywające poza ośrodkami, bez przepustki, są ścigane – W świecie, w którym starość stała się tematem tabu a ludzie pracują dosłownie do śmierci, to właśnie spokojna ,,starcza” miłość okazuje się dla bohaterów wybawieniem. Seans tego filmu zrodził w mojej głowie masę pytań oraz rozważań na temat wspólnego starzenia się. Bo jak wiadomo nie zawsze musi przebiegać ono sielankowo. Choć z drugiej strony to właśnie ona, ze wszystkimi jej wadami czy zaletami, stanowi o tym co ludzkie i odróżnia nas, ludzi od robotów. Ponieważ widok własnej matki wyglądającej tak młodo jak córka budzi spory dysonans poznawczy, nieprawdaż?  

 Sam wątek tego, że ludzie pracują czy uprawiają sport dosłownie do chwili swojej śmierci jest naprawdę przerażającym motywem, rodem ze scenariuszy wielkich korporacji, które gdyby tylko mogły to założę się, że po takie rozwiązanie ,,wiecznie młodych pracowników z terminem ważności” by sięgnęły. Co czyni tę wizje świata naprawdę ponurą. Choć sam film w ten wątek praktycznie się nie zagłębia a szkoda, choć nie jest on oczywiście istotą tego filmu. 

 

,,Czas, który nie nadszedł”(2026), kadr z filmu. Reż. Julia Rogowska. Źródło: zwierciadło.pl

Do co strony wizualnej jestem naprawdę pod wrażeniem jak małymi nakładami udało się wykreować wizerunek Polski przyszłości. Jak na przykład ujęcia na małe osiedle, na którym domki wyglądają jednakowo a w oddali widać wielkie wieżowce. Albo właśnie same wieżowce, które poprzez sposób kręcenia, przypominały mi chociażby serial ,,Andor” ze świata Gwiezdnych Wojen. Co wizualnie zrobiło na mnie nie małe wrażenie. A moją uwagę poza pięknymi zdjęciami czy pracą kamery przykuła muzyka dająca nutkę futurystyczności.

Aktorsko Agata Kulesza błyszczy wręcz młodzieńczą energią oraz charyzmą, świetnie przy tym pokazując, że starość może oznaczać drugą młodość. Do tego ma ona znakomitą chemię ekranową z Dobromirem Dymeckim. A oglądanie ich na ekranie w paru momentach wywołało we mnie wzruszenie.

Reżyserka Julia Rogowska wraz ze scenarzystką Małgorzatą Piłacińską wykreowały świat, w którym można by opowiedzieć tyle różnych historii zupełnie różnego kalibru. Czy skupić się na tylu różnych aspektach świata przedstawionego, że z chęcią zobaczyłbym jeszcze więcej historii w ramach tego świata. Jest to naprawdę bardzo udany debiut reżyserski, pokazujący, że można w Polsce zrobić kino Science-Fiction jeśli tylko da się je robić ludziom z wizją, którzy nie będą próbować naśladować ameryki, tylko pójdą swoją własną ścieżką.  

Prześlij komentarz

0 Komentarze